Music

środa, 8 maja 2013

Rozdział 146 Bella!!

Chłopcy odjechali od dziewczyn, zrobili męski wieczór i Liam wpadł. Oglądali jakiś film i wypili trochę. W tym czasie Carly i reszta dziewczyn były w jakimś klubie gdzie usiadły i zaczęły gadać. Layl'a w domu z Tori omawiały jakiś nowy program nauczania w szkole, a Nicole z Peterem jedli sałatke cezara i pili wino w bardzo dobrej restauracji. Peter opowiedział o kółku fotograficznym jak i co się dzieje na wykładach.
-N: Wiesz u mnie też się tak jakoś powoli układa
-P: Cieszę sie z twojego szczęscia, a tak już jak gadamy..
-N: No własnie sory że ci przerywam, ale co to miało znaczyć
-P: Daj mi dojś do słowa, myślałem że cię już więcej nie zobaczę i chciałem żebyś o mnie pamiętala.
-N: Zapomniec to się o tym nie dało, wież mi,hahah
-P: Nie chciałem robić szumu więc byłem w masce.
-N: Własnie większeo szumu narobileś, wszyscy zamiast się na nas patrzec to się każdy zastanawiał kim jesteś.
-P: Przepraszam, nie chciałem żeby tak to wyszło
-N: Ale wyszło
-P: Nie chciałame zwracać na siebie uwagi.
-N: Ale zwróciłeś, a chociaż mogłeś zdjąć maske jak mnie całowałeś, a nie
-P: To byś się wystraszyła(Pter zlapał rękę Niki, która leżała na stole)
-N: Przestań..
-P: Może wyrwiemy się na jakąś imprezkę?
-N: Ale..
-P: Wiem Zayn dobra dam sobie spokój(zrobił smutną minę i opuścił głowę)
-N: Nie martw się(podnisła mu brodę, swoimi chudziutkimi palcami)jak nie ja to inna.
-P: Ale tylko z toba czuję się w miarę normalny
-N: Jak to w miarę?
-P: Sama widzisz musimy być od siebie metr i nigdzie cię nie mogę zabrać, bo Zayn
-N: Oj no dobra, ale to będzie ostatni raz, to gdzie prowadzisz bejbe?
-P:Haha, i własnie mi o to chodziło, nie wiem może do Londonmix?
-N: A możemy, ale tak ubrani?
-P: No, a co?
-N: No nie wiem czy będziemy tam pasować.
-P: TO co chcesz sie przebrać?
-N: No, ale juz jest trochę puźno to może jutro co?
-P: Zawsze tak mowisz.
-N: Obiecuję(usmiechneła sie i dała mu całusa w pulik)
-P: Poprosze rachunek.
-K: (położył książeczkę z paragonem)
-P: Aż tyle?, ale dla mojego kwiatka wszystko
-N: Ile jest to zapłace za polowę
-P: Nie nie, można płacić kartą?
-K: Oczywiście pan pójdzie ze mną.
-P: Poczkaj, chwilkę
Nicola wstała poszła po swój płasz i wróciła do stolika zakładała go i nagle w dalszym stoliku zauważyła czarwono włosą dziewcznę

Pomyślała sobie.
-N: To jest Bella?Czy ona mnie śledzi? To są chyba jakieś jaja.

-P: Ty już ubrana, co się stało ze się tak patrzysz?
-N: Nie nic możemy już iść?
-P: Poczekaj pójdę po kurtkę
Peter poszedł, a Niki dalej się przyglądala dziewczynie, a co było dziwne ta dziewczyna robila to samo.
-P: Idziemy?
-N: Tak, tak
Peter chwycił Niki i już wychodzili z restauracji, ale Niki dla pewności sprwadziła jeszcze raz czy jej sie nie przewidziało.
-P: To co gdzie teraz?Co ci się stało kogo tam widzisz?
-N: Wiesz co zawieź mnie do domu, a zobaczyłam jedna taką
-P: A będe mógł wejść?
-N: (zamyslona Niki) Coo?, a tak możesz możesz.
-P: Mr. Malik nie będzie zły?
-N: Nie, możemy juz jechać?
-P: No pewnie, a się wystraszyłaś.
Weszli do swoich aut, i dla bezpieczeństwa Niki jechala pierwsza, gdy juz dojechali. Niki wyskoczyła z samochodu jak poparzona.
-N: Chodź szybko, dalej, dalej.
Złapała chłopaka za rękę i szybko pobiegla do domu
-P: Nie wiedziałem że chcesz tak bardzo tego.
-N: Przestań!
Wleciała do domu trzasła drzwiami i od razu zaczeła się drzeć
-N: Tori, Carly
Od razu wszyscy się zbiegli włącznie z chlopakami
-Z: Co on tu robi?
-P: Miło mi
-N: Przestańcie dziewczyny, wiedziałyście że Bella wróciła?
-L: Gdzie ty ja widziałaś?
-N: Siedziała w restauracji i gapiła się na mnie jak jakiś chory człowiek
-P: To dlatego tak szybko wyszliśmy.
-T: Ja nic nie wiedziałam, musimy byc teraz bardziej ostrożne
-H: No weźcie ona nie jest taka.
-C: Nie odzywaj się!
-H: NO dobra bo jeszcze mi coś zrobisz
-C: Przepraszam nie chciałam.
-T: Dobra jeszcze nic nam nie zrobiła, chodźcie zrobiłam latte, z lodami truskawkowymi.
-L: Myymmm, pycha
-T: Wiecie co sobię pomyślałam?
-N: No co że jakiś psychol znowu próbuje coś nam zrobić?
-C: Musimy poprostu teraz, bardziej uważać i się trzymac razem, a wy chłopacy zdala od niej!
-H: Dobra, Tori chyba chciałas coś powiedzieć
-T: Dzięki że wspomniałeś, bo w tym domu to ludzie się juz chyba zpominają, więc się tak zastanawiam czy nie iść na kurs policyjny, mogła bym dostac broń i bym się więcej dowiedziała.
-L: Po co ci bron?
-T: Że w razie czego to sie zajebie i będzie po problemie, żadna filozofia
-L: Nie, ja nie pozwolę ci tego zrobić(zaczoł ryczeć jak małe dziecko)
-T: Louis żartowała
-L: Wiedziałem,haha
-Z: Co ty wiedziałeś, ryczałeś jak małe dziecko
-L: Oj no dobra.
Tori zrobila kawę usiedli na sofie i gadali, o swojej przeszłości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz