Music

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział 4 Lunch

Wszycy usiedli przy jednym stoliku i przeglądali menu.
-Louis: To co zamawiamy?
-Carly: Ja już wybrałam dziewczyny a wy?
-Tori,Nicol: My też.
Podchodzi do stołu kelnerka i pyta się
-K: Co podać? (wymuszony uśmiech, jak by pracowała tu za karę)
-T: To ja poproszę sałatkę owocową i cappuccino z lodami.
-N,C: To my weźmiemy to samo.
-K: A wy co chcecie?
-Z,L,H,N: My poprosimy jakieś ciastko i sko pomarańczowy.
Kelnerka odchodzi. Przystole cisza, brak tematów.
-H: Więc kiedy w wyjeżdżacie?
-C: W tą niedzielę mamy koncert, a wponiedziałek już wyjeżdżamy(smutek w oczach)
-Z: A przyjedziecie jeszcze tutaj?
-N: Pewnie bardzo często tu jesteśmy. A może wy byście kiedyś do nas przyjechali co? (długie spojrzenie)
-Z: Może kiedyś do was przyjedziemy, ale teraz jesteśmy strasznie zajęci.
-T: Praca?
-L: No niestety tak to już jest.
Przychodzi kelnerka daje nam kawy i inne takie. Odchodząc dziwnie się spojrzałam na chłopców.
-C: Dobra ta kawa.
-N: No niezła jest.
Nagle dzwoni telefon Nailla, on wstał odszedł od stolika i tylko usłyszłyśmy jak powiedział:
-Nie możemy teraz jesteśmy zajęcie przyjedziemy później.
Siedziałyśmy nie ruchomo czekałyśmy aż wróci.
-T: Co się stało?
-Naill: Nic takiego to tylko moja mama. (spojrzał się na telefon zdenerwowany)
-C: Nie kłam wszytko słyszałyśmy.
-L: No dobra jak już skończymy jeść to my z chłopakami musimy uciekać.
-C: Czemu? Co się stało? (zdenerwowna)
-N: Praca wzywa.
Poczym chłopaki wstali nawet nie skończyli pić soku. Zostawili 10 euro na stole i mieli zamiar odejść,a le ich powstrzymałyśmy.
-N: Ej gdzie wy idziecie głosu z siebie nie wydacie normalnie.
 Powiedzielibyście chociaż do zobczaenia albo narazie?
-Z: Przepraszamy, ale się strasznie śpieszymy.
-N: Do kąd? A gdzie w wogóle mieszkacie, gdzie pracujecie jak możemy się z wami zkontaktwać?
-L: Wszystko wam wytłumaczymy dzisiaj wieczorem, przyjdzeimy po was. Ok? (seksi uśmiech)
-T: Ale będziecie napewno?
-L: Napewno obiecujemy wam to.
Wybielgli z baru jak poparzeni i wbiegli do jakiegoś czarnego auta, które nadjechało.
-T: O co w tym wszystki tutaj chodzi, bo nie ogarniam?
-C: Ja też tego nie ogarniam.
-N: Dobra dziewczyny chodźcie, bo musimy się przebrać, bo zaraz mamy próbę a jeszcze musimy zadzwonić do Amy, czy wszystko u niej jest ok i kiedy do nas dojedzie?
Wyszłyśmy z baru i ruszyłyśmy w stronę hotelu gdzie czekała nas nie miała niespodzianka.
-T: Dziewczyny co robia nasze waizki na holu hotelu?
-C: Czekajcię pójde się spytać.
Carly zdenerwowana podbiega do obsługi hotelu i pyta się.
-C: Co się stalo że wynbieśliście nasze rzeczy.
-Recepcjnista: Mają pani zapłacone tylko za 3 dni, a przebywają tu panie już 4.
-C: To chyba powinien nas ktoś uprzedzić?
-R: Oczywiście dzwoniliśmy wczoraj o 19 do pokoju, ale nikt nie odbierał.
-C: no bo byłyśmy na próbie więc jak miałyśmy odebrać?( wkurwiona Carlu patrzy sie na Recepcjonistę jak na jakiegoś frajera)
-R: Dobrze spokojnie zaraz wszystko załatwimy.
-C: No ja mam nadzieję.
-R: Do kiedy panie chcą tu zostać?
-C: No do Niedzieli! Już panu mówiłyśmy jak tu przyjechałyśmy.
-R: dobrze spokojnie wszytko jest już załatwione mogą panie wrócić do pokoji.
-C: A walizki to co na 5 piętro same mamy tochać, prosze żeby je ktoś nam przywiózł na góre.
-R: Oczywiście. I przepraszamy za utrudnienia.
Po zapłaceniu za hotelowy pokój pojechałyśmy do góry, a z nami jakies 2 typy, którzy wieźli nam walizki.Weszłyśmy do pokoju wypiłyśmy piwko, wykąpałyśmy się i przebrałyś, po czym zadzwoniłyśmy po taksówkę i pojechałyśmy na próbę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz