Music

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 130 Bitwa na snieżki ;p

Łoś się od razu zaprzyjaźnil z Nori, ale że była ona za młoda, na te sprawy, chłopacy brali ją codziennie do siebie spowrotem.
-C: Juz sobie wyobraża, jak mamy malutkie malamutki.
-H: NO fajna sprawa takie własne dzieci.
-L: No,a  wy tak narzekałyście że kto bedzie się nim opiekował.
-T: NO narazie to sie spisujecie, ale ozbaczymy za jakiś czas.
-L: Właśnie puki o tym mowa, wiecie że za kilka tygodni wyjeżdżamy w trase koncertową po świecie?
-T: No i wtedy pies będzie u nas.hahah, a nie mówiłam?
-L: Oj, Carly kroisz marchewki?
-C: Tak a co?
-L: Dasz jedną?
-C: No weź sobie, jesteś dziwnnnyyyy....
-L: Kocham marchewki.
-T: A ja ciebie.
-L: No,no, gadanie.
-T: NO i już cię nie ma, zobaczymy w bitwie na poduchy, czy bedzisz taki mądry
Chwycili za poduchy  zaczeli sie bić.
-N: A na ile jedziecie w ta trasę?
-Z: Napewno z rok może więcje mamy zaplanowane 94 koncerty.
-N: O boże, nam też cos wspominali o jakiejś trasie koncertowej.
-Z: A juz wam mówili u kogo będziecie tańczyć?
-N: No na początku mówli że u Justina, nawet był na ostatnich próbach więc może.
-Z: No to może nawet dobrze, że jak byśmy i my i wy pojechali, bo przynajmniej byśmy się widywali.
-N: Jak to ?
-Z: No bo mamy wspolnych menagerów, i byśmy się często widywali.
-N: No to fajnie
-Z: Tylko mi się w tym Justinie kociaku ty mój nie zakochaj czasem.
-N: Nawet gdyby to tylko jednorazowo, hhahha. Ty lepiej uwarzaj na te swoje fanki jest ich miliony i kto tu ma być zazdrosny?
-Z: Wiesz że ja z fankami nie śpie, nawet jak by to było jedno razowo, to bym ci tego nie wybaczył.
-N: Ojjj kochanie mi bys nie wybaczył?
-Z: No może bym wybaczył.
-N: Wiedziałam(pocalowała go w pulik)
-L: Zróbmy coś szalonego!
-T: Usiądź na ksero-drukarce i ją włacz, będziesz miał  odbitki swojej slodkiej pupcie.
-L: To nie jest głupi pomysł, ale ja bym chciał zrobic cos jeszcze bardziej szalonego!!
-T: Zjedz mydło, hahah
-L Nie to nadal  nie to
-N: Loui zobacz jakie sa zaspy wleć w jedną z nich
-L: Nie bo będe chory i moje kochanie nie będzie chciało ze mna się ruszać w nocy.
-T: Ruszać to ty możesz sobie krzesłem, ja jestem do kochanie prze ciebie!
-L: Wiem przeciez pyszczku.
-N: Carly czemu sie ubrałas?
-C: Idziemy zrobić bitwę na śniezki, przecież zima jest raz do roku, wio konie ubierać się!
Ubrali się i wyszli na dwór.
-Z: O boziu jak zimno!!!
-N: A co ty gadasz jest ciepło(dostał jako pierwszy kulką i w ten sposób zaczeła się bitwa na śniezki)
Bitwa trwała koło godziny, były różne pomysł, na bjatykę.
-C: Idziemy do domu na kakalko!!!!
-H: Buahahah, będę pierwszy.
-L: No chyba snisz(zepchnoł Harrego do zaspy)
-H: Ale zimno ale cię teraz natrę.
-T: Koniec do domu!!!
-H: No i gdzie to kakałko?
-N: Wstawiłam mleko, chcecie toru, bo kupilam
-C: Po co kupiłaś?nikt nie ma urodzin
-N: Ale wyglądał na pyszny, chce ktos czy mam go zjeść sama
-H: Możesz wszystkim ukroić, byłyście kiedyś na szczelnicy?
-T: No jak chodziłyśmy na kursy obronne, karate muay thai i wgl. tatusiowe nas kochają a że nasz trener muay thai  był właścicielem szczelincy to nas zabrał
-C: Zajebista sprawa.
-H: Ja nigdy nie byłem, pójdziemy kiedyś?
-N: Możemy sie przejść jutro, jak chcecie.
-L: Ale ja się boję!!!
-T: Ja cię obronię!!!(przytuliła go mocno do siebie)
-H: A pamiętacie coś z tego karate czy z muay thai bo o kurs obronny to już nie pytam  ?
-C: No pewnie, tyle lat się uczylysmy że czemu bysmy mialy nie pamiętać?
-H: To mnie powal na podłogę!
-C: Ostrzegam to strasznie boli, tylko żebyś nie płakał.
-H: No dajesz maleńa(Carly chwyciła Harrego za ramię i w ciądu 2 sekund leżał powalon na ziemi) , o cholera o boże moja noga, ałłła(Harry zaczoł płakać)
-C: O boże Harry mówiłam, jeny nie chcialam, Tori dzwoń na pogotowie
-H: Haha żartowałem(chwycił ją za biodra i pociągnąl do siebie po chym namiętnie ją pocąlował)
-C: Wiesz co fochh....
-L: Zamówimy coś do jedzenia jestem głodny a nie ma nic w lodówce.
-Z: Ja chcę hot-doga, i jakiegoś shejka.
-T: Ja to samo i jakąś sałatkę
-H: A oni co będe chcieli?
-Z: Im zmów też jakieś shejki i jakąś pizze.
Louis zadzwonił do pizzerii i po 40 minutach przywieźli zamówienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz