Music

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 121 A takie tam u Tori ;p Porszak

-M: A ty to pewnie Louis jesteś?
-L: Tak dzień dobry, ma pani przepiękny dom
-Tata: Oj ty mi już się żonie tak nie podlizuj, bo zrobie się zazdrosny.
-L: Za bardzo kocham pańską córkę, żeby umówić się z pana żoną.
-T: A co mi tam Mirek jestem synu.
-L: To ja wolę do pana mówic tato, niż po imieniu bo tak nie zręcznie będę się czuł
-T: Dobra wy tu gadu, gadu a w samolocie, podawali nam wodorosty, mamo masz cos normalnego w lodówce bo jesteśmy strasznie głodni.
-M: No ja zrobie wam śniadanie a wy idźcie się rozpakować.
Tori z Louisem poszli się rozpakować i zeszli na śniadanie
-M: I jak ci smakuje?
-L: Jeszcze nigdy nie jadłem tak przepysznych kanapek
-M: Ojj, dziękuje a na obiad będą kopytka z sosem i owocową, jadłeś kiedyś?
-L: Nie, ale napewno w pani wykonaniu będa dobre.
-Zuzia: Co macie zamaira robić?
-T: Chciałam zabrać Louisa do Nathana
-Z: On dopiero jutro wraca, a dzisiaj może byś poszła ze mną na zakupy bo chciałam sobię kupić nowe łózko do pokoju.
-T: No spoko, Louis pójdziesz z nami?
-James: Nie ja go zabiorę na stok narciarski, nauczymy go jeździć, hahah.
-L: Ja umiem jeździć na snowbordzie, ale w nartach kiepski jestem.
-T: No tylko ostrożnie tam, kochania wy moje, a wieczorem zabiore cię do tutejszego schroniska, bo ci to obiecałam
-L: No pewnie
-Z: No, a ty Tori nie masz czasem czegoś mamie do powiedzenia?
-T: Niby czego ?
-Z: A ciąza to co?
-T: Ahah, wielkie dzieki wiesz miałam sama mamie to powiedzieć, ale oczywiście ty już musiałaś podburzyć sytuację
-M: Kochanie należą mi się jakieś wyjaśnienia, co nie?
-T: Tato, Jame weźcie gdzieś Louisa nwm pokarzcie mu twoje ścigacze James.
-L: Masz ścigacza?
-J: No nawet 5, chodź pokaże ci je
Chłopacy poszli do garażu, a Tori zaczeła rozmawiać z mamą i siostrą
-T: No, boyło tak, a skąd ty to w ogóle wiesz? co ?
-Z: Z gazet
-T: Aha można było się domyśleć, ale mniejsza o to
-M: Tłumacz się bardzo proszę
-T: No wiec tak kilka miesięcy temu zaszłam w ciąże z Louisem przez przypadek, ale miałam zagrożonom ciążę i albo bym urodziła dziecko i sama bym pewnie zmarła, albo aborcja.
-M: I wybrałaś aborcję?
-T: No, a co miałam zrobić?
-M: Czemu do mnie nie zadzwoniłaś przyjechała bym do ciebię
-T: Nie kazałam nikomu tego mówić, że jestem w szpitalu,wyglądałam okropnie, kilka tygodni miałam na głowie psychologa.
-M: No wiesz, ale żeby do własnej matki nie zadzwonic, to było podłe
-T: Mamo, nie chciała bys widzieć nas wszystkich jak jesteśmy pogrążeni w smutku, ja leżałam i ryczałam, Louis siedzial koło mnie i mnie pocieszał, dziewczyny siedziały dzień i noc w szpitalu cały czas uryczane, a chłopacy dowozili potrzebne rzeczy. Nikt nie miał do tego głowy, bo co chwilę coś, a to lekarz a to jakiś zabieg
-M: Oj no dobrze córciku, ale na następny raz prosze do mnie dzwonić
-T: Dzieki smarkoczu, też cos powinnam powiedziec na ciebie.
-Z: Mam nadzieję że nic nikomu nie powiesz, cipo jedna
-M: Przestańcie o co chodzi?
-T: O to zuzia ci jeszcze nie powiedziała?
-M: Ale o czym?
-Z: Zamknij sie.
-M: Nie, nei mnie to zaczyna ciekawić Tori mów
-T: Ona chce wyjechać za 2 mniesiące za granicę do chłopaka z Izraela
-Z: Ale suka
-M: Nigdzie nie pojedziesz zanim nie skończysz 18 lat
-Z: Wiesz wielkie dzięki, idę do siebie
-M: Przecież wiesz że oni mogę mieć wiele żon
-Z: Nie chce mi się z wami kurwa gadać spierdalam na góre
-M: Jak ty się odzywasz?
-Z: Nara!
Zuzia poszła do góry, a za nia od razu pobiegła Tori
-Z: Spierdalaj szujo jedna
-T: Wiesz że dobrze się stało że powiedziałam mamie, bo pewnie zaś bys płakała, a wiesz jak ja nie lubię jak ty płaczesz, bo cię kocham.
-Z: Tylko ty masz fajnie bo jesteś już wolna jak ptak, masz chłopaka i na wszystko wyjebane, a ja muszę tu sedzieć i to bez żadnego chłopaka
-T: Ty nawet nie wiesz ile twoich znajomych chłopaków spotkałam za granicom, jak mu tam było a Karol, no tak za każdym razem jak go widziałamm na uczelni to sie pytał czy przyjedziesz kiedyś do mnie bo chcial cie bardziej poznać
-Z: Serio?
-T: No pewnie, teraz będziesz miała ferie, to wezmę cie do siebię na te 2 tygodnie, ale pod warunkiem że będziesz sie uczyła od rana do matury, a wieczorem ewentualnie jakaś imprezka z siostrami?
-Z: A właśnie co tam u dziewczyn?
-T: Powoli sa czasem takie dni że nie możemy ze soba wytrzymać, ale zawsze się podzimy, wkoncu musimy, za długo sie już znamy żeby zerwać ze soba znajomość.
-Z: No faktycznie, a na te zakupy jedziemy?
-T: No to dalej bierz torebke i jedziemy.
Dziewczyny ubrały się ciepło wsiadły do taksówki i ruszyły do centrum handlowego.
-L: To co jedziemy James, na ten stok?
-J: No, tylko biorę fona i możemy jechać
-Miruś; Louis masz prawo jazdy?
-L: Tak a o co chodzi?
-M: Pozwalam ci wziąć mojego porszaka.
-L: O dziękuje
-M: Tylko ma wrócić cały.
-L: Oczywiście.
Tata Tori poklepał Louisa po barku.
-M: Dbaj o moja córkę
-L: Oczywiście
Louis zadowolony pobiegl szybko z Louise do auta i ruszli na stok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz